bal
Bal maskowy

Zadeklarować szczerość, to tak jakby zdecydować się na coś niemożliwego. Agnieszka Osiecka twierdziła, że „Życie, to bal jest nad bale”. Wydaje mi się, że można by było śmiało dodać do tego, że bal maskowy.

Każdy z nas gra swoją rolę, każdy walczy o zainteresowanie, prestiż, akceptację i aprobatę. Przybieramy maski, sztuczne uśmiechy, dokumentujemy na każdym kroku dobrobyt i powodzenie. Staramy się wciąż być zadowoleni, bez kompleksów, aktywni, towarzyscy, wysportowani, zamożni, ekstremalni i ukulturalnieni. Szczerość stała się towarem tak deficytowym, że trudno jest pohamować wrażenie, że życie przybrało formę niekończącego się balu maskowego. Nikt nie cierpi, nikt nie ma problemów, nikt nie przechodzi załamania. Żyjemy tak jak byśmy byli opakowani i przewiązani kokardą. Po amerykańsku. Dopóki nikt nie dostanie się do środka wygląda na to, że jesteśmy piękni i drogocenni, jednak gdy opada zasłona wszystko się zmienia. Znikają uśmiechy, znika blask, to co przykuwało uwagę i tworzyło blichtr rozpada się na kawałki. Czy możliwe jest jednak żebyśmy wszyscy byli wiecznie perfekcyjni i nieskazitelni, czy możliwe jest utrzymywanie nie kończącego się dobrobytu? Życie jest przecież ciągłą zmianą, zaliczamy niepowodzenia i upadki, dźwigamy się i zastygamy w niemocy, wszyscy jesteśmy w procesie. Utrzymywanie, że jesteśmy w stanie wiecznego zadowolenia równoznaczne jest z brakiem szczerości. Tylko kogo chcemy oszukać? Czy czasem nie samych siebie? Wszyscy jesteśmy tak zadowoleni z życia, że ciężko zrozumieć skąd bierze się rozprzestrzeniająca się depresja, stany lękowe, apatia i smutek. Bo jednak każde kłamstwo wychodzi kiedyś na wierzch. Każda mistyfikacja czasem się demaskuje. A ukrywane latami emocje, takie jak żal, smutek i wewnętrzne cierpienie kiedyś znajdą ujście. Prawdopodobnie w najmniej oczekiwanym momencie.

Każdy z nas dorasta w jakiejś tylko sobie znanej przestrzeni. To w niej się kształtujemy. Jeśli ta przestrzeń i ludzie z najbliższego otoczenia budują nasze kompleksy, poczucie bycia gorszym, niekochanym i niewystarczająco dobrym, zaczynamy automatycznie identyfikować się z takimi schematami. Rośnie w nas poczucie niższości względem innych. Jeżeli z takimi przekonaniami wchodzimy w dorosłe życie, zdarza się, że resztę czasu, którym dysponujemy, zaczynamy przeznaczać na udowadnianie sobie i światu, że jednak jesteśmy coś warci. Udowadnianie własnej wielkości może być jednak bardzo wykańczające i powodować niemożliwość doścignięcia zadowolenia z nas samych. Jeżeli bowiem nie znamy naszej prawdziwej wartości, a upatrujemy ją tylko we własnych osiągnięciach, możemy zapracować się na śmierć, zniszczyć się wyścigiem, w którym nikt nie bierze udziału poza nami samymi. Pracoholizm, tak jak i inne holizmy zawsze działa destrukcyjnie. Nie zależnie od tego czy niszczy się spokój, zdrowie, relacje z ludźmi czy związki.

Skupianie się na niekończącym się niwelowaniu własnych kompleksów, powoduje również, że po prostu tracimy radość życia. Udowadnianie czegoś sobie, oddala nas od idei bycia w zgodzie ze sobą samym i cieszenia się wytworami naszej pracy. Wciąż jesteśmy przecież nie dość doskonali. A pochylenie głowy, przyznanie się do własnych ograniczeń pozwala spowodować wielką ulgę, znieść uciążliwą auto presję. Przyznanie się przed sobą, że nic nie muszę, a mimo to nie zniknę, jest cudownym uczuciem spokoju. Odpuszczenie sobie wyścigu, uznanie swoich niedociągnięć i zaakceptowanie niedoskonałości potrafi oczyścić nas z okropnego niepokoju i napięcia. Zdjęcie masek sztuczności potrafi uwolnić nas od ciężaru, który sami zakładamy sobie na plecy. Szczerość wobec samych siebie, to stan zgodności wewnętrznej nie do przecenienia. Płynie z tego jeszcze jedna korzyść. Szczerość tę prawdopodobnie docenią tylko osoby, które prawdziwie nas kochają. Innym, którym imponują tylko nasze osiągnięcia, przestanie zależeć na nas samych. W ten sposób szczerość, za szczerość może otworzyć nam inną, lepszą jakość życia.

Zatrzymanie się w poczuciu niedoskonałości pozwoli nam spojrzeć na ogarniający świat z pozycji obserwatora, a krajobraz może nas mocno zadziwić. Jak opada kurtyna fałszu okazuje się, że jesteśmy w środku wyścigu biednych, wiecznie niedowartościowanych przez siebie samych i próbujących doścignąć własną wielkość „szczurów”. Zatrzymywanie się w tym wyścigu i przypominanie sobie o własnym wyposażeniu w wartości wewnętrzne, które każdy z nas posiada, może być pomocne w odnajdowaniu szczerości wobec siebie i świata.

Leave your comments
Comments
Load More